Trzeźwy nie jestem sobą

Wybacz wczorajsze kocham i tęsknie,
ale trzeźwy nie jestem sobą.
Gdy patrzę na ciebie, gdy leżysz,
zastanawiam się i nie wiem,
czy bardziej chcę się z tobą
kochać, czy pieprzyć.

Rozprasza mnie to, że jesteś śliczna,
że jesteś sobą dla mnie.

To w tobie lubię najbardziej.
Nie lubię, gdy zamiast do mnie,
musisz przytulać się do poduszki,
bo znowu nie mogę być w pobliżu.
Lubię ci ściągać majtki,
w których powinnaś spać,
a nie śpisz.

Lubię jak pachniesz, jak opadają ci włosy,
zawstydzenie pewnością siebie uwielbiam.

Budzik z IKEI

Przepraszam,
bo znowu zamiast mojego pocałunku,
obudził cię jakiś tam budzik z IKEI.
Wiem, że jest głupi. Codziennie przypominasz.

Dziękuję,
że jedząc czekoladę myślałaś o mnie,
najlepszy komplement miesiąca,
bo wiem, ile znaczy dla ciebie czekolada.
Trochę się napracowałem, żeby być zaraz po.

Prezent zjadłaś na drugi dzień,
chyba mogę być z ciebie dumny,
bo tyle godzin zdążyło upłynąć,
zdążyliśmy się nawet stęsknić.
Ja jestem bezbronny, gdy ty jesteś słodka,
a nie ma dnia, żebyś nie była.

Żebyś się dłużej nie wygłupiała

Rozkładam ręce w geście tryumfalnego T
mylnie interpretowanego jako nadzieję,
bo to stan gotowości najwyższej,
żebyś się dłużej nie wygłupiała
i pozwoliła odnaleźć:
między kroplami zimnego deszczu,
między płatkami białego śniegu,
między ostatnimi promieniami słońca.

Od czasu do czasu wychodzę,
szukając ciebie stęsknionym wzrokiem,
zapominam o wszystkim.
Zapomniałem o śniadaniu i rachunkach,
zapomniałem wysiąść na swoim przystanku.

Rozkładam ręce czekając aż staniesz naprzeciwko,
podniosę je wtedy do góry jak V, czy Y, nieważne!
Przytulę, nie wypuszczę, nie oddam.

Kłódki na moście

Zobaczymy się,
przy przystanku, który nie jest moim.

Każdy ma własną wyobraźnię,
myśli skrzętnie ukrywa,
pragnienia również, nie bez powodu.
Byłoby nie na miejscu tam wkraczać,
nieproszonym, ale lubię jak mówisz.
Pięknie, prawda?

Spacer akcentujesz emocjami,
na moście z kłódkami i bez,
drżącym ciałem,
bo ubrałaś się tyle ładnie,
co nierozsądnie,
nie zaskakując mnie,
aż do pożegnania.

Moglibyśmy sobie wywróżyć,
co będzie za dziesięć lat,
tylko wszystko dookoła powtarza,
że dzisiaj jest przecież ważniejsze.

Ponoć nieświadomie

Powstał nowy tekst?
Nie odbierz tego źle, ale brakowało mi tego pytania.
Dwa dni temu.
Mogłabyś to przeoczyć w gąszczu słów wiadomości.
Gdyby nie to.
Powstał.

Powiedziałaś, że przeczytałabyś dwa razy więcej
bez większego problemu.
Zaczynam się martwić czy właściwie
wykorzystujesz swój wolny czas.

Nie wiedzieć czemu nie ustępujesz.
Może jesteś po prostu wyjątkowo miła,
a ja wyjątkowo nieprzyzwyczajony,
do podobnego podejścia.

Wygląda na to, że powinienem pisać częściej,
tylko ty czytasz szybciej niż ja piszę, to trochę nie fair.
Mówisz, że nie ma w tym nic takiego,
że to naturalna kolej rzeczy,
że masz rację oczywiście.

Pytasz, czy lepiej byłoby, gdybyś już nic nie mówiła.
Tylko czasami, tylko wtedy, nie teraz. Odpowiadam.

 

CMYK

Chciałem być dzisiaj złośliwy,
za tego papierosa pomiędzy ‘cześć’, a ‘żegnaj’.
Za to, że nie widziałaś niczego złego
w moim byciu obok,
w nieobecności dalej nie widzisz.

Powinienem być złośliwy,
bo wstajesz o piątej, a chodzisz spać w nocy,
i nie podobają ci się buty, moim zdaniem, ładne.
Za to, że nie liczysz się z moim zdaniem,
bo bluzka też jest w porządku.

Kobiecość ma kolor twojej skóry
i chociaż niby nie znam się na kolorach,
wiem jedno – to mój ulubiony.
Wolałbym cię w pełnym kolorze,
nie tylko bez bluzki i butów.


Cały rok

Ludzie mówią i mówią.
Będą mówili, nie przestaną.
Otwierasz się raz za wcześnie,
raz za późno.
Umiera kolejna porcja zaufania,
zarażona chorobą ludzką.
Może to nienawiść.
Może nieomylność.

Ktoś urwał w pół słowa,
chciał dobrze, nieświadomie najpewniej.

Siadasz na skraju pokoiku różnych wspomnień:
suchych liści szeleszczących pod stopami,
dziurawych rękawiczek odkrywających palce,
kilku pierwszych pąków przedwczesnych,
żaru lejącego się zewsząd na wrażliwe ciało.

Uśmiechem
cerujesz najgorsze przedwczoraj,
ochraniając przed jutrzejszym.

 

Gdybyś wiedziała

Zastanawiam się kim jestem,
wiążąc krawat lepszy od przeciętnego,
zmęczony przewracam się trzecią godzinę
z boku na bok i z powrotem bez końca.

Poduszka znów niewygodna,
nie chcę się ułożyć jak zaplanowano,
herbaty zalewam jedna po drugiej,
sam jestem, sam słodzę za dużo chyba.

Krok za krokiem stawiam,
stojąc w miejscu zachwycam się oddechem,
wciąż łapiąc się na myśli, że tęsknię.

 

Czerwona skrzynka pocztowa

Dzisiaj nie wyszedłem po ciebie na dworzec.
Wiatr kołysał koronami dużych drzew,
naprawdę dużych.
Na takie nie wspinałem się w dzieciństwie.
Było też bardzo zimno,
tak zimno, aż ręce marzły w rękawiczkach,
bo ten wiatr przenikał tkaniny
jak opadające liście widok za oknem
- nieustępliwie.

Od kilku tygodni mam ładniejsze pismo.
Jeżeli mi nie przejdzie
napiszę do ciebie list, obiecuję.
Może nie będzie wcale piękny,
ale na pewno napisany zgrabniejszymi
literami.

Codziennie piszę do ciebie list.
Nie każdego dnia mam ochotę wrzucać
go do czerwonej skrzynki pocztowej.
Zwłaszcza gdy wieje i jest ci zimno.

 

Niechcący

Wiesz najlepiej jak powinna smakować kolacja,
którą właśnie dla ciebie przygotowuję.
Doskonale zdajesz sobie sprawę z niepoukładanych
butów w przedpokoju, dodających mu przecież uroku.
Zamknięte drzwi zawsze mogą być otwarte,
nawet gdy nie odpowiadają na trzecie szarpnięcie klamką.
Możesz na mnie nakrzyczeć wtedy,
bo ty chciałaś przecież dobrze, a ja chciałem źle na pewno
i znowu.
I znowu jesteś zła, a ja znowu jestem w szoku,
bo niby nie zrobiłem źle, a jednak czuję się winny.
Wysokie szpilki są najlepsze na śnieg
i tylko ja mogę uważać inaczej, chociaż wiemy, że nie mogę.
Później płaczesz, że ci zimno i bolą cię nogi,
bo te głupie buty okazały się być niewygodne na złość.
Niechcący to ja byłem w pobliżu.

 

Jarosław Świącik - wiersz